Dnia 8 lutego 2015 rano rodzina Jabłonowskich wraz grupą uzbrojonych osobników najechała nasz pałac. Przemocą usunęli naszych pracowników. W początkowym etapie zajść asystowała im lokalna policja z Długołęki. Na jakiej podstawie - nie wiadomo. Żadnych dokumentów nie pokazali. Oto opis zdarzeń : Jest 8 lutego 2015 roku (tak, tak, nie roku 1015 tylko 2015) godzina 8:05. Do śpiącej sobie spokojnie zastępcy naszego dyrektora dzwoni pracownik ochrony z Pałacu, jest roztrzęsiony, mówi ze nie wie co robić, bo Krzysztof Jabłonowski, jacyś policjanci radiowozem oraz coś około 10 wytatuowanych, z karkami jak byki i połamanymi nosami osobników chcą siłą przejąć pałac i nas wyrzucić !!! Sceny jak w Wenezueli w czasach Chaveza. To nie jest impreza integracyjna, to nie są ćwiczenia !!! Z-ca dyrektora poleca pracownikowi ochrony aby się nie ruszał z Pałacu. Chciała powiedzieć, żeby bronił Pałacu, ale sobie przypomniała, że pan Irek jest emerytem. Dzwonimy do prokuratora dyżurnego w Oleśnicy, żeby ustalić na jakiej podstawie działa policja. Po chwili uzyskujemy informację, ze policji w pałacu … nie ma. No i faktycznie, chwilę wcześniej się „rozpłynęła”. Najwyraźniej wystraszyła się interwencji prokuratora. O godz. 9:25 szefowa przyjeżdża pod zamknięta bramę pałacu. Stoi już tam patrol interwencyjny agencji ochrony S., wszyscy boją się wejść do środka (brawo bohaterska agencja ochrony). Po chwili podchodzi do zamkniętej bramy Krzysztof Jabłonowski, odmawia wpuszczenia kogokolwiek. Cały czas towarzyszy mu dwóch osobników. U jednego z nich pod kurtką wyraźnie widać broń. Skąd mamy skojarzenie z „zielonymi ludzikami” ? Ich też „nie było”. Krzysztofowi Jabłonowskiemu cały czas towarzyszy jego brat Jarosław, który w wygodnych fragmentach nagrywa zajście. Podobno ten człowiek jest w radzie nadzorczej pewnej firmy energetycznej. Sprawdziliśmy potem na stronie internetowej tej firmy - no ten ci on, ten sam, tylko tam jest w pięknym garniturku. Ciekawe co na to rzeczona firma i jej szacowni klienci … no ciekawe … na szczęście to nie nasz problem. Zresztą pewnie się nie dowiedzą, wiec biznes będzie się kręcił dalej. Napastnicy cały czas chodzą po Pałacu, nasi pracownicy słyszą jakieś wiercenia i inne dziwne odgłosy. Ok 10:20 nasi ochroniarze z agencji ochrony pod wpływem dość jednoznacznych gróźb napastników wychodzą z Pałacu. Dwóch emerytów, bez żadnych środków ochrony, bez wsparcia ze strony ich pracodawcy. Dla pana Irka i pana Wacka gratulacje. Dla ich firmy - wstyd. Przez kolejne prawie dwie godziny pan Irek i pan Wacław stali jeszcze na dworze za bramą na terenie Pałacu. W końcu ok. 10:20 po naszych licznych naciskach dział monitoringu agencji ochrony dzwoni po policję. Tej jednak się nie spieszy. Ok 11:00 nasza szefowa dzwoni na policję w Długołęce i pyta czy radiowóz w końcu przyjedzie, ponieważ napastnicy wyrzucili naszych ochroniarzy, a pod kurtkami mają widoczną broń. Została niemiło poinformowana ze policja miała inna interwencje i dlatego to tak długo trwa. Policja z Oleśnicy oraz z Wrocławia odmówiły przyjazdu Ok 11:15 przyjeżdża w końcu policja z Długołęki. Ciekawe ile może trwać przyjazd policji jeśli jest zgłoszenie o napadzie z bronią i dlaczego przyjeżdża tylko jeden radiowóz. Policjanci na wstępie spisali wszystkie nasze dowody (ochroniarzy, pracowników z interwencji, naszą szefową), legitymowania innych osób nikt nie widział. Broń pod kurtkami „zielonych ludzików” policjantów nie zainteresowała. Zostali wpuszczeni do środka, gdzie trwały jakieś rozmowy, jednak nikogo z nas przy nich było i nie wiemy czego dotyczyły. Wiemy tylko, że byli to ci sami policjanci, którzy byli rano.   Po jakimś czasie wszyscy podeszli do zamkniętej bramy, przez bramę Krzysztof Jabłonowski zaczyna tłumaczyć ze umowa dzierżawy jest rozwiązana, nasza szefowa mu zaprzecza. Policja informuje, że nie może ani nas, ani naszych ochroniarzy wprowadzić z powrotem do pałacu i … odjeżdża. Wszyscy wiedzą, że umowa nie była rozwiązana, poza tym obowiązują przecież terminy wypowiedzenia. A do eksmisji potrzebny jest wyrok sądu i prowadzi ją komornik. Ale po co sobie zawracać głowę jakimś prawem i sądami - prościej z jakąś bandą najechać i stosować politykę faktów dokonanych. Po co komu prawo, zrobili sobie Wenezuelę pod Wrocławiem, a policja … no cóż … oceńcie sami… I tu taka jeszcze drobna ciekawostka - Krzysztof Jabłonowski, animator całego napadu, nie jest właścicielem !!! On tam w ogóle nie jest nikim. O 12:00 przyjechał kierownik z agencji ochrony S., nie bardzo wiadomo po co o tej porze… Po godz. 12:30 wszyscy opuszczają pole bitwy. W środku zostały nasze dokumenty, majątek, rzeczy osobiste pracowników … szefowa najbardziej żałuje pudru … Raczej już nie odzyska. Ktoś inny się wypudruje… oby dostał(a) uczulenia. Teraz będziemy dochodzić swoich praw przed sądem. Zobaczymy ile razy dłużej trwa uzyskanie w Polsce legalnego wyroku sądu w porównaniu z bandyckim najazdem…. Będziemy informować na bieżąco na tym portalu co się dzieje… prosimy, niech każdy kto jest przeciw samowoli i bezprawiu rozsyła, udostępnia, niech ludzie którzy uważają, że stoją ponad prawem, nie czują się bezkarni i niech nie zostaną anonimowi… Niebawem opublikujemy różne dokumenty dotyczące tych wydarzeń, relacje innych osób, a także poznaną przez nas w międzyczasie historię remontu pałacu w Borowej, opiszemy jak oszukiwano ludzi … bo ludzi, którzy się dali nabrać na „hrabiowskie” pochodzenie i maniery pewnego człowiek są dziesiątki… info@palacborowa.com telefon +48 530 077 574